[ Pobierz całość w formacie PDF ]
LAILA BRENDEN LETNI WIATR Rozdział 1 Birgit znieruchomiała, czując dotyk na swoim ramieniu. Dobrze wiedziała, kto stoi za jej plecami, a jednak nie była w stanie wykonać najmniejszego gestu. Z trudem stłumiła w sobie ochotę, by strząsnąć z siebie tę dłoń, a gdy ciepłe palce musnęły jej szyję, z obrzydzenia przeszły jej ciarki po plecach. Usiłowała oddychać spokojnie, przełykając z trudem ślinę i powstrzymując łzy cisnące się do oczu. Gdy się w końcu obróciła i napotkała łagodny wzrok bankiera, ogarnęły ją wyrzuty sumienia. Niels Monstrup był przystojnym mężczyzną, ale wiek odcisnął swój ślad na jego bladej twarzy. Czoło przecinały łagodne zmarszczki, a u nasady nosa utworzyły się dwie głębokie bruzdy. Po dawnej czuprynie pozostał wieniec siwych włosów okalający łysinę. Birgit zmusiła się do uśmiechu. Bankier był stałym gościem w Sorholm. Wszyscy lubili tego przyjaznego mężczyznę, który dla każdego miał dobre słowo. Birgit zawstydziła się swojej reakcji, ale nie potrafiła nad sobą zapanować. Nawet przypadkowy dotyk jakiegoś mężczyzny sprawiał, że miała ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie. Coś ściskało ją w żołądku, milkła i sztywniała. - Ślicznie dziś wyglądasz, Birgit. Bardzo jesteś podobna do mamy - odezwał się bankier i nieco zakłopotany uśmiechnął się, zsuwając dłoń po jej ramieniu. - W moim wieku mogę już sobie pozwolić na takie szczere wyznania. Pokiwał przyjaźnie głową i omiótł spojrzeniem piękną dziewczynę w błyszczącej jedwabnej sukni ozdobionej koronkami i falbanami. Bladoczerwona tkanina idealnie pasowała do świeżej cery Birgit i jej jasnych włosów podpiętych po bokach grzebieniami i opadających miękko na plecy. - Dziękuję za komplement - odparła Birgit nauczona przez matkę, jak z wdziękiem odpowiadać na pochwały. Hannah uważała, że przyjmowanie komplementów to dla kobiet chleb powszedni. Dziewczyna, już nieco swobodniejsza, zapytała: - Jak się pan bawi? - Jako córka gospodarzy balu sylwestrowego poczuwała się do troski o gości. - O, ja zawsze świetnie się bawię w Sorholm. Towarzystwo promieniujących ciepłem i życzliwością ludzi stanowi dla mnie prawdziwą radość. Bankier obrócił się i omiótł spojrzeniem grupki gości zajętych ożywioną konwersacją. W sąsiednim salonie odbywały się tańce, zaś za szklanymi drzwiami na tarasie niektórzy szukali wytchnienia i ochłody. - Nie można sobie wymarzyć lepszego początku nowego roku - rzekł bankier i skłoniwszy się w stronę Birgit, wzniósł toast: - Miejmy nadzieję, że tysiąc osiemset czterdziesty czwarty rok okaże się dla nas łaskawy. - Za nowy rok - powtórzyła Birgit i uniosła kieliszek z lemoniadą. - A także za Olego i wszystkich w Hemsedal. W ostatnim roku dużo rozmyślała o bracie, który gospodarował w Rudningen w Norwegii. Jej życie bardzo się zmieniło, odkąd przed trzema już prawie laty przeniosła się do duńskiej posiadłości matki. W Sorholm pobierała lekcje języków obcych i historii, a mama wpajała jej zasady savoir-vivre'u. Czasami Birgit myślała z rozbawieniem, jak zareagowaliby gospodarze w Hemsedal, gdyby w ich obecności zachowywała się tak jak we dworze. Pewnie by tylko kręcili głowami z dezaprobatą, uśmiechała się w duchu. Birgit kochała norweską wieś i tamtejsze życie. Zachowała wiele dobrych wspomnień z Rudningen. Szkoda tylko, że to jedno zdarzenie okryło cieniem pozostałe... Birgit podobnie jak jej matka przy każdej okazji wspominała krewnych z Hemsedal. Hannah bardzo ceniła sobie mieszkańców doliny i kiedy tylko gościła kogoś stamtąd, zachowywała się zwyczajnie, a nie jak wielkie damy ze stolicy. Birgit tęskniła czasem za tym, by nie przebierać się do obiadu i swobodnie biegać po górach wśród zwierząt. Równocześnie jednak była zadowolona z lekcji, zadowolona że w Sorholm mogła się uczyć. Cieszyły ją prowadzone po francusku lub niemiecku rozmowy z nauczycielem. Życie we dworze było pod wieloma względami kuszące i nie wiedziała, czy teraz tak łatwo zamieniłaby je na codzienność w Norwegii. Czasami jednak tęskniła za pracą w oborze czy robieniem serów. Zdarzało się, że szła do stajni w Sorholm i czyściła konie albo wpraszała się do pomocy w kuchni, ale zawsze zauważała pytające spojrzenia: Czyżby panna Birgit nie była zadowolona z pracy stajennych i pomocy kuchennych? Nikt nie był w stanie pojąć, że wykonywanie obowiązków służby może jej sprawiać radość. Z czasem więc porzuciła ten zwyczaj. - A co słychać u Olego i jego rodziny? - wyrwało ją z zamyślenia pytanie bankiera. - Dobrze, dziękuję. Wydaje mi się, że wszystko u nich w porządku. Bardzo bym chciała, by nas tu niebawem odwiedzili. - Hmm... - Bankier potarł brodę i podrapał sztywny kołnierzyk koszuli. - Prowadzę korespondencję z Olem, czasami pomaga mi w trudnych sprawach. Potrafi trafnie ocenić stopień ryzyka w transakcjach finansowych i kredytowych. Bankier zatrzymał wzrok na młodym mężczyźnie, który stał samotnie w głębi salonu i nie spuszczał oczu z Birgit. Bez trudu domyślił się, że ów mężczyzna czeka na okazję, by porozmawiać z dziewczyną na osobności. - Jestem już stary i bardzo by mi zależało, żeby Ole zechciał przejąć z czasem mój bank, ale... - urwał w pól słowa. - Nie ma pan go komu przekazać? - Birgit popatrzyła z zaciekawieniem na miłego starszego pana. - Nie mam dzieci, a z moich krewnych nikt nie wykazuje szczególnego talentu do finansów. Pewnie sprzedam bank, kiedy już nie będę miał sił go prowadzić. - A może ja mogłabym się nauczyć rachunkowości? - wyrwało się Birgit, choć nigdy wcześniej o tym nie myślała. Popatrzyła wyzywająco na Nielsa Monstrupa i czekała na jego odpowiedź. W końcu dlaczego tylko mężczyźni mieliby prowadzić banki? W Birgit budził się protest przeciwko społecznym konwenansom, a poza tym chętnie nauczyłaby się czegoś nowego. - Ty? - Bankier był niemal przerażony, zaraz jednak opuścił wzrok i zakasłał zakłopotany. - To bardzo wymagająca praca, nie dla kobiet. Nie gniewaj się, ale moim zdaniem o wiele bardziej sprawdzisz się w roli żony i matki, gdy już nadejdzie pora. Bankier umknął spojrzeniem i zakasłał znowu. Nigdy nawet nie zaświtała mu taka myśl, by pozostawić swój bank kobiecie. Chociaż, właściwie dlaczego nie? Zerknął na Birgit, którą uważał za bystrą dziewczynę. Od jej nauczyciela słyszał, że równie łatwo uczy się obcych języków, jak i jazdy konnej. Gdyby miała taką możliwość, z pewnością opanowałaby również sztukę obracania kapitałem. - Lubię się uczyć nowych rzeczy - Birgit miała na końcu języka bardziej ciętą odpowiedź, ale zatrzymała ją dla siebie, by nie wprawiać bankiera w zakłopotanie i nie psuć tego wyjątkowego wieczoru. - To prawda. Na szczęście minie jeszcze parę lat, zanim będę musiał podjąć decyzję co do mojego banku. -Niels Monstrup wyprostował się i uśmiechnął. - Obiecuję, że zastanowię się nad tym, co mi powiedziałaś, tymczasem jednak ktoś chciałby zamienić z tobą słowo. Młody mężczyzna podszedł niepewnie, bankier zaś skinął tylko głową i odszedł. Birgit głęboko odetchnęła. Poul Lundeby, syn dziedzica majątku położonego niedaleko Roskilde, był zawsze miły, wesoły i rozmowny. Chociaż lubiła jego uśmiech i żartobliwy ton, najchętniej wzięłaby teraz nogi za pas. - Mogę prosić do tańca? Birgit momentalnie zesztywniała, nie była jednak już dzieckiem, które mogło mówić „nie", ilekroć mu się coś nie podobało. Oczekiwano od niej, by uczestniczyła w przyjęciach i balach, a ponieważ razem z Mią, córką naczelnika poczty, od długiego czasu pobierała lekcje tańca, nie mogła się wymówić. Z wymuszonym uśmiechem pozwoliła Poulowi poprowadzić się do dużego salonu. Na szczęście tańczyło już tam wiele par. Kiedy Poul ujął ją lekko, poddała się rytmowi i z przymkniętymi powiekami usiłowała opanować drżenie. Muszę sobie z tym poradzić, powtarzała w duchu, niecierpliwie czekając, aż taniec się skończy. Przy drzwiach sali balowej stała Hannah. Obserwowała córkę, której taniec wcale nie sprawiał przyjemności. Wiedziała, że Birgit zmusza się, by udawać swobodę, ale zdradzała ją nienaturalnie sztywna postawa. Hannah zamyśliła się. Już od dawna martwiła się o córkę, która unikała towarzystwa mężczyzn. To, że teraz tańczy z Poulem, oznacza jedynie, że stara się wywią- zać ze swoich obowiązków. Hannah zastanawiała się, czy nie jest dla córki zbyt surowa. Ale cóż, Birgit musi się zachowywać jak przystało na damę. Młodzi poruszali się w rytm muzyki. Poul bez wątpienia należał do dobrych tancerzy. Córka wyrosła na piękną pannę, ale jej twarz zdradzała stanowczość. Dzień przed wigilią Birgit skończyła dopiero piętnaście lat, ale młodzi kawalerowie już słali powłóczyste spojrzenia w jej stronę. Birgit jednak przestała być ufnym dziewczęciem i zawsze znajdowała jakąś wymówkę, by uniknąć towarzystwa mężczyzn. Może Poulowi uda się ją nieco ośmielić, pomyślała Hannah z nadzieją, widząc jak Birgit zerka na młodzieńca i uśmiecha się do niego. Przystojny spadkobierca majątku Lundeby, starszy o cztery lata od Birgit, wzbudza zaufanie. Hannah westchnęła i odwróciła się, zamierzając na chwilę wyjść na taras. Zdarzenie z Simenem pozostawiło głęboki ślad w psychice córki. Tak, to po tamtej historii zaczęła unikać mężczyzn. Tylko z Olem zachowała dawną zażyłość. Gdy na podwórzu w Rudningen pojawiali się inni mężczyźni, Birgit w jednej chwili chowała się w izbie. Na szczęście, odkąd wróciły z Norwegii, Flemming stał się dla córki milszy i bardziej wyrozumiały. Hannah opowiedziała mu o brutalnym zachowaniu Simena i chyba dlatego Flemming znów był w stanie okazywać córce troskę i powściągnąć swój gwałtowny temperament. Szkoda tylko, że za tak wysoką cenę, pomyślała Hannah z goryczą. - Niezwykle wyrafinowane menu - pochwalił Oscar Lundeby, ojciec Poula, który także wyszedł na taras i stanął obok Hannah. Podziękowała uprzejmie. - Wygląda na to, że młodzi się odnaleźli, nie sądzi pani? - zagadnął znowu z uśmiechem, skinąwszy w stronę salonu. - Nie miałbym nic przeciwko temu. Hannah zawahała się przez chwilę, nim odpowiedziała. Na razie nie wybiegała tak daleko w przyszłość, by myśleć poważnie o związku Birgit i Poula. Uważała, że trochę na to za wcześnie. - Mam nadzieję, że się dobrze bawią - odparła. - W sylwestrowy wieczór wszyscy powinni się dobrze bawić. [ Pobierz całość w formacie PDF ] |